PERFIKCJA
poniedziałek, 1 sierpnia 2011
ROZDZIAŁ PIERWSZY
- Wiktoria! no złaź na dół. spóźnimy się! - wrzeszczał mój przystojniak. Słodki ton głosu miał gdy się złościł. Na swoją myśl wydobył się cichy śmiech. W pośpiechu złapałam torebkę i schludnym krokiem zeszłam po schodach. - Kootek, wow. Bosko wyglądasz - koncząc komplement przyciągnął mnie do siebie i pocałował. Lubiłam się w niego wtulać, czuć jego zapach, wdychać go głęboko w płuca. Mogłam stać w bez ruchu przy nim godzinami, oddychać tylko dla niego i tylko w niego tak intensywnie sie wpatrywać. Z ekstazji miłosnej wyrwało mnie bicie zegara. - 17:00 - szepnęłam. Wiedziałam, że jesteśmy już spóźnieni. Złapałam go za rękę i pociągnęłam do wyjścia. Lubiłam, kiedy nasze złączone dłonie tak idealnie do siebie pasowały. Na podjeździe stało jego volvo. Otworzył drzwiczki i gestykulując figlarnie powiedział - Zapraszam Słoneczko do mojego królestwa. Był taki słodki. Przed nami 20 km do przejechania, oparłam głowę o szybe. Uwielbiałam obserwować widoki zza okna. Natura to było coś magicznego. Przypomniałam sobie sytuację. Byliśmy na łące. Leżałam na jego klatce piersiowej wsłuchując się w uderzenia bicia jego serca. Łaskotałam go delikatnie po brzuchu, a on plątał dłoń w moich włosach. Nagle ogarnął mnie niepokój. Bałam się siebie. Jego, Nas. Bałam się uczucia, które jest między nami. Tego jak bardzo mu ufam, jak się zdążyłam przywiązać. Wymieniałam myśli kolejno. Wyczuł mój strach, zatrzymał się na poboczu. Wzrok przesunął na mnie, dotknął policzka i wyznał - Kocham Cię, Skarbie. Kocham nad życie. W jednej chwili jakiś obcy ciężar spadł mi z serca. Kochał mnie i nic, i nikt nie miało na to wpływu. Kochał, nie musiałam się martwić. Mimowolnie ruszył i po 10 minutach byliśmy na miejscu. Zegar wskazywał 17.30. - widzisz! zdążyliśmy - zaczepiłam go złośliwie. Zareagował czułym buziakiem i ruszyliśmy do wnętrza ogrodu. Mój drugi mężczyzna mojego życia wychodził za mąż. Zazdrościłam braciszkowi, mimo, że szczęścia mi nie brakowało. W głębi duszy, tu była zazdrość o niego. Bałam się, że Marta - tak miała na imię jego wybranka, po prostu odbierze mi go. Nie przepadałam za nią. Od początku mnie zniechęciła. Uważałam ją za taką, która rękę podaje do uścisku, a inną uderza. Byłam niemalż przekonana, że znam jej prawdziwe intencje. Twarz którą włożyła dla świata, są niczym, poza dumą i pieniędzmi. Chciałam przeciąć ten hałas, chciałam chrzanić tą nawałnicę grzeczności. Ale, nie mogłam tego jemu zrobić. Był szczęśliwy mając ją przy boku. Nie mogłam tego zepsuć. Moje przemyślenia przerwały słowa - Jesteście mężem i żoną. Możecie się pocałować. Momentalnie zawirowało mi w głowie. Słowa wypowiedziane przez pastora spowodowały harmider w głowie. - On już jest jej. Nic na to nie poradzisz. Jak mogłaś do tego dopusciścić. Biłam się z myślami. Mrugnęłam w celu opamiętania się. Przytrzymałam się Kacpra, zawsze był w potrzebie. Za to go kochałam. Pogłaskał mnie po głowie i szepnął do ucha - Nie martw się niczym, będzie dobrze. Uwierzyłam mu. Do końca nabożeństwa nie przeszła mi żadna zła myśl, ale gdy nastąpiło życzenie szczęścia. Podeszłam do niej. - Piękny teatrzyk- syknęłam zaciskając zęby. Ona maskując pozory przytuliła mnie i opdowiedziała słodkie - Nic na to nie poradzę, że jestem doskonała w każdym calu. Wyrwałam się z jej objęc i natychmiast udałam się do brata. Wtuliłam się w niego - Szczęścia, kochanie szczęścia Ci życze. Tak bardzo chcę żebyś był szczęśliwy. - Jestem szczęśliwy mając taką siostrę - odparł cmokając mnie w czoło. Zabawa się powoli rozpoczynała. Wolny taniec był ich. Nie mogłam na to patrzeć. Tak idealnie pogrywała. W powietrzu unosiły się słowa piosenki 'kochaj mnie, kochaj mnie, kochaj mnie nieprzytomnie. Jak zapalniczka płomień, jak studnia wodę. Kochaj mnie namiętnie tak jakby świat się skończyć miał. ' Poczułam oddech na szyji. Jego ręce subtelnie wędrowały po moim ciele, aż znalazły się na biodrach. Zaczeliśmy się kołysać w rytmie nuty. Wiedziałam, że moje miejsce jest przy nim, że mogę zostać przy Jego sercu. Odpłyneliśmy w piosence, coraz mocniej przyciskając nasze ciała względem siebie. - Kocham Cię - wyszeptał. Wtuliłam głowę w Jego tors. Byłam tak bardzo szczęśliwa. Tańczyliśmy tak bardzo długo. Przerwał nam toast - Zdrowie mężczyzn ze stojącymi.. przed nimi kieliszkami, oraz za panie, które im dają... te kieliszki wypić. Na sali słychać było śmiechy. Podeszłam do mikrofonu. - Była noc, księżyc i cisza. On i Ona. Trzeba znaleźć swoje miejsce i nie pytać czy taki układ ma sens. Braciszku - Wyglądasz cudownie, do twarzy Ci z miłością, mam nadzieję, że to pozostanie na zawsze. Marto, opiekuj się Nim. ' jakby świat się skończyć miał'. Zeszłam z parkietu, spojrzałam w gwiazdy i wyszeptałam ciche - Proszę, jeśli jesteś tam na górze, nie niszcz tego. Podbiegłam do mojego ukochanego i tak spędziłam z Nim cudowną noc. Bawiliśmy się świetnie. - Wiktoria! Wiiiktoria! - przez sen usłyszałam wrzaski. - Wiktoriaa!. Nasilające bardziej krzyki sprawiły, że się zbudziłam. Nad sobą zobaczyłam twarz mamy. - No wreszcie śpiochu, pobudka. Szykuj się, czekają nas poprawiny. Nie zdążyłam nic odpowiedzieć, przerwała mi śmiechem - Widzę, że dobrze się bawiłaś. Masz złotko 30 min, czekamy na dole. Przed oczami przewijały się obrazy ubiegłej nocy.
PROLOG.
Przez następne kilka sekund patrzyliśmy sobie w oczy, a ja czułam wtedy na swym odsłoniętym ciele chłodny oddech nocy i pieszczotę księżycowej poświaty. Był kiedyś w moim życiu człowiek. Bardzo ważny. Wyjatkowy. Potrafił mnie przez wszystkim obronić. Wesprzeć w niepewności. Dodać wiary. Zawsze się uśmiechał na mój widok. Uważał mnie za osobę wartościową. Nigdy we mnie nie zwątpił. Wiedział kim jestem naprawdę i jak cierpię. Był w stanie zrobić dla mnie wszystko. Tak jak ja dla Niego. Pokazał mi piękno. Przynosił radość w moje smutne dni. Uczył mnie życia. Był wsparciem w trudnych chwilach. Nie musiał zadawać pytań. On wiedział. Nigdy nie przechodził obojętnie wobec moich łez i cierpienia. Obiecywał przynieść mi gwiazdy. Te najpiękniejsze. I wyruszyć ze mną na koniec świata. Obiecywał, że nigdy nie odejdzie. Obiecywał, że nigdy mnie nie opuści. Już go nie ma. Opuścił mnie. Zniknął.. Teraz rozumiesz? - spytałam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)